Leży przede mną. Dziewięćdziesiąt gramów gorzkiej czekolady.
Chociaż nie, mniej. Część już w moim żołądku.
Polirycynooleinian poliglicerolu. Cudowna nazwa.
Cukier, biała śmierć. Miazga kakaowa min. 70%.
W 100 gramach produktu - 490 kcal. Ponad połowa mojego dnia.
Cztery kostki: 118 kcal, 7,9g tłuszczu, 7,9g węglowodanów, 2g białka.
Cudowny smak, kostka za kostką rozpływa się w ustach.
Sielanka nie trwa długo - wkrótce znika całe opakowanie.
Pojawia się ból brzucha. Pojawiają się gorzkie wyrzuty sumienia.
A mogłam ją wyrzucić. Mogłam oddać. Poczęstować.
Nie wrzucać w siebie na raz i potem nie pamiętać smaku.
Czekolada. Uzależnienie.
Dajcie mi więcej, bo oszaleję.
Im dłużej prowadzisz tego bloga tym z Tobą gorzej, widzisz to?
OdpowiedzUsuńWidzę. To środowisko źle na mnie działa.
Usuńw trącę się do Was... kiedyś miałam bloga, i myślałam że musze pisać jak każda "pro ana" i czułam się podle gdy jadłam itp.. zrobiłam sobie pół roczną przerwę od bloga.. ale stwierdzam że to nie wina bloga, a moje myślenie, zmieniłam je, bloga założyłam jako pamiętnik miejsce do zapisywania, a jak ktoś komentuje to znak że wspiera że nie tylko ja staram się schudnąć :) że nie trzeba po padać w paranoje, nie trzeba być tak jak wszyscy, wystarczy być sobą :)
UsuńJa wcale nie powiedziałam, że to wina bloga. Ciężko obwiniać coś, co nie myśli. Ciężko kogokolwiek obwiniać, bo to nie jest niczyja wina, że Nela ma problem, ale fakt jest faktem, że jest coraz gorzej. Jeśli się nie ma dystansu, to takie blogi mogą pogrążać w problemie, ale myślę że gdyby Nela stąd odeszła, wiele by się nie zmieniło. Zamiast szukać tu winowajcy, lepiej dać sobie pomóc, niekoniecznie psychologowi, ale samemu sobie. Pomóż sobie, Nela. Jak chcesz być szczęśliwa, skoro nie jesteś ze sobą pogodzona, dążysz do wyimaginowanych ideałów? Może nie chcesz być szczęśliwa? Ale w to chyba nie uwierzę...
UsuńTo fakt. Odchodziłam wielokrotnie - niewiele się zmieniało oprócz tego, że nie zaglądałam na inne blogi tego typu i że sama nie pisałam. Miałam różne okresy: objadania się, głodówek, jedzenia racjonalnego i obsesji na tym punkcie i tak w kółko... Nie wiem, jak sobie pomóc. Ciągle szukam złotego środka. A na wizytę u specjalisty nie jestem gotowa.
UsuńWiem, pamiętam Cię z dwóch poprzednich blogów.
UsuńZ takim podejściem nigdy nie będziesz, moim zdaniem to wymówka. Jakbyś znalazła złoty środek, to byś nie potrzebowała terapii. Ale nie znajdujesz.
W sumie to nie powinnam Cię czytać, bo włącza mi się moralizatorstwo, a to nic nie da. Tylko sobie nerwy strzępię i Tobie też.
W sumie wiesz co, Nela? Usuń mnie stąd, bo ja podświadomie chciałabym Ci pomóc, żebyś z tego wyszła. Ale muszę zająć się swoim życiem, bo tylko na siebie mam wpływ. Nie chcę Cię już czytać, przepraszam.
UsuńMoże to i wymówka, a może nie. Naprawdę, sama już nie wiem. Może i masz rację. Może. Rozumiem, że nie chcesz mnie czytać, nie mam z tym problemu. Po prostu tu nie wchodź. Usunąć Cię nie usunę, bo blog jest ogólnodostępny.
UsuńPowodzenia Ci życzę, Tina.
ja jak mam ochote to ide kupuje mleczną czy z orzechami i zjadam całą na raz. i koniec tematu :P nie ma co się rozczulać nad tym.. jutro nowy dzień :) i można isć na rower czy spacer czy na basen czy na siłownie :P byle tylko nie iść do sklepu po kolejną czekoladę :P
OdpowiedzUsuńPro ana i blogi nie pomagają schudnąć. Prędzej wpędzą w bulimię, niż w anoreksję. Nie uczą jedzenia jak chuda osoba, tylko jakiejś niemożliwej do ogarnięcia obsesji, która nie daje wymarzonej sylwetki, a jedynie wojnę i porażkę w niej.
OdpowiedzUsuńZabroń sobie tego, co powoduje kompulsywne myslenie. Najlepiej nie myśleć o jedzeniu. Może nie warto tu być? Nie być pod presją blogów...
Dla tych, którzy mnie szukają: http://wyznania-wg.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńNela vel. Huśtawka