Czytam wszystkie Wasze komentarze i jestem za nie cholernie wdzięczna.
I wiecie co? Macie rację. Mówicie prawdę.
Nie powinnam skupiać się na jedzeniu. Powinnam żyć.
Nie powinnam planować. Bo nie potrafię tego opanować.
Powinnam robić to, co sprawia mi przyjemność.
Powinnam skupić się na tym, co mnie wzmacnia. Co daje mi radość.
Ale wiecie co?
Źle się czuję, kiedy nie planuję posiłków. Źle się czuję, kiedy nie mam planu, kiedy w każdej chwili bez wyrzutów sumienia mogę podejść do lodówki i zacząć wpierdalać. Nie, nie jeść. Wpierdalać. Tu kawałek serka żółtego, tu kawałek szyneczki albo kiełbaski (już jakiś czas temu przestałam jeść te produkty), tutaj troszkę masła czekoladowego na łyżeczkę. I do buzi. Mniam, mniam.
Bo i tak jestem gruba. Bo i tak od jednego posiłku nie przytyję.
Bo to tylko ociupinka, jeden plasterek, mały kawałek, jedna łyżeczka.
Przecież to niewiele, prawda?
Co z tego, że jeden mały kawałeczek zamienia się w dziesięć małych kawałeczków?
Przecież mały kawałeczek jest... mały. Niewielki. Nic mi się nie stanie.
Nawet jeśli powtórzę to dziesięciokrotnie.
A plan... Plan pozwala mi jakoś nad tym zapanować. Ale macie rację, mówicie prawdę.
Wiecie co? Spróbuję jeszcze raz. Inaczej. Postaram się być elastyczna.
Dziękuję Wam za Wasze wszystkie słowa. Ostre, ale prawdziwe.
Dziękuję Wam, że tu jesteście.
całe życie uczymy się jak ogarnać to nasze życie żeby było dobrze.. powodzenia!
OdpowiedzUsuńSłuchaj siebie, najpierw usłysz siebie. Wierzę, że Twój organizm chce dla Ciebie dobrze, więc jak zaczniesz go szanować (nie objadac się i nie głodzoć) to sam podpowie Ci co i ile jeść, aby dojść do wagi i samopoczucia, w którym będzie Ci najlepiej ;)
OdpowiedzUsuńLove and pice od Ciebie i dla Ciebie :*
Możesz sobie poradzić, a ja w to wierzę i bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki <3 więcej chyba zrobić nie mogę, ale zawsze masz we mnie wsparcie! Małymi kroczkami, bo jutro się pewnie nie obudzisz i nie ujrzysz nagle nowego ciała i psychiki, ale w końcu będzie naprawdę dobrze.
Trzymaj się cieplutko :*
Musisz zajrzeć troszkę bardziej w głąb siebie.. poznać przyczyny takiego zachowania. Jedz wtedy kiedy czujesz się głodna. Jeżeli jesz, a nie czujesz się głodna to musisz przezwyciężyć ten nawyk, a tu już cholernie ciężka droga, którą ja teraz prowadzę. Nigdy się nie poddawaj kochanie!
OdpowiedzUsuńTo się chyba zmienia trochę w obsesję... Nie zrozum mnie źle, martwię się.
OdpowiedzUsuńWyluzuj troszkę. Musisz wczuć się w siebie, dlaczego tak się zachowujesz. Planowanie? Źle. Nieplanowanie? Też źle. Moim zdaniem powinnaś nie planować, ale jeść racjonalnie i po prostu nie objadać się. Byle do przodu! Trzymaj się :*
OdpowiedzUsuńKochanie, planuj. Łatwiej się trzymać się planu niż freestyle'ować. Kobieta-huśtawka. Powiedz sobie, że jeśli pozwolisz sobie na ten mały kawałeczek, to tak samo pozwolisz sobie na następny - nie tak samo, jeszcze łatwiej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Monika
by-monique.blogspot.com/
Przeczytałam wszystkie posty. Rada nasuwa mi się jedna, u mnie działająca zawsze - ogarnij się XD To znaczy, przypomnij sobie, jaki masz cel, co chcesz zrobić, by go zrealizować i zastanów się, czy faktycznie robisz to, co powinnaś. Z postów wynika, że nie, więc... ja wtedy po prostu nie czekam na "odpowiedni moment", do jutra, bo dzisiaj zawaliłam, do wieczora, bo teraz mi się nie chce... nie. Ja po prostu się ogarniam. Słucham swojego organizmu. Sprawdzam, czy nie próbuję mieć zbyt dużej kontroli, bo to u mnie kończy się jedynie płaczem i porażką. Sprawdzam, czy jest mi ze sobą dobrze i z tym, co robię. Jak trzeba, to daję sobie porządnego kopa w dupę (czyli coś takiego mniej więcej, jak w moim poście z 21 sierpnia). Generalnie - wsłuchiwanie się w siebie to pierwszy krok. To też jest taka forma terapii, u każdego psychologa uczysz się słuchać swoich emocji. To jest ważne w każdym aspekcie życia, nie tylko odchudzania :) I wiele w tym życiu ułatwia, choć na początku nie jest łatwe (u mnie np. czasem zmienia się w obsesyjną żądzę przejęcie kontroli nad emocjami, co nie jest możliwe - ale walczę z tą obsesją i na dobre mi to wychodzi).
OdpowiedzUsuńJeszcze jeśli mogę coś dodać - nie staraj się być perfekcyjna. Też mam podejście wszystko albo nic, ale powiem Ci, że to nie jest dobra droga. To ciężko zmienić (przynajmniej mi, hah), ale DA SIĘ. Zamiast powiedzieć sobie "od dzisiaj nie jem słodyczy", lepiej powiedzieć "od dzisiaj jem jednego batona dziennie i nie więcej". Bo ja na przykład, jak sobie powiem, że czegoś nie jem - np. słodyczy - to potem mam wyrzuty sumienia od jednego cukierka zjedzonego raz w ciągu dwóch tygodni. Bez sensu, prawda? Nie popadajmy w paranoję, słuchajmy siebie, swojego wnętrza.
Rozpisałam się, ale być może choć troszkę Ci pomogę. Jeśli nie - trudno. I tak zrobisz, jak chcesz. Pamiętaj, że słabości i ograniczenia są TYLKO w Twojej głowie. I nikt Ci tego sera żółtego czy innych rzeczy siłą do buzi nie wkłada. To Ty jesteś osobą, która ma wpływ na swoje życie i może w nim coś zmienić.