Moje życie zawsze było swego rodzaju chaosem.
Planowałam, ale nie trzymałam się planów. Robiłam wszystko spontanicznie.
Byłam z tym szczęśliwa. No właśnie - byłam, coś się zmieniło.
Pragnę stabilizacji, pragnę uporządkowania, pragnę pozbycia się chaosu. Pragnę kontroli. Planuję i za wszelką cenę staram się dotrzymywać planów. Na razie zatrzymałam się na rozpisywaniu jadłospisu i ćwiczeń na kolejny dzień. Później, wraz z początkiem roku szkolnego i klasy maturalnej, przyjdzie czas na planowanie nauki (podejście xx).
Zaplanowałam sobie sześć posiłków.
Śniadanie, drugie śniadanie, lunch, obiad, podwieczorek, kolacja.
Na razie wywiązałam się z czterech z nich, podwieczorek odpuściłam ze względu na podjadanie (tak, wciąż nie mogę sobie z nim całkowicie poradzić), za jakiś czas zjem kolację. Przyznaję, generalnie jestem zadowolona. Poszłam też na jogging, który również został zaplanowany. Świetnie. Jeszcze tylko rozciąganie i będzie cud, miód i malina.
Na jutro też zaplanuję posiłki. Też będę się trzymać planu.
Dam radę. Jeśli to ma przynieść mi spokój.
Jeśli to ma mi przynieść wymarzoną sylwetkę.
Dam radę.
Kontrolować się, całkowicie, ale bez przesady.
Kontrola jest wspaniała... (wiem, bo kiedyś ją miałam i pamiętam, że było super, nie, że teraz jest...)
OdpowiedzUsuńKontrola to oznaka Twojej siły! Planowanie jest dobre, przynajmniej wiesz, że musisz to zrobić w kolejnym dniu. Powodzenia w dążeniu do celu! Trzymaj się :*
OdpowiedzUsuńKontrola... Ciekawa sprawa, wiesz? Można powiedzieć, że ma się kontrolę, dla mnie jest to strasznie ulotne, czasem obłudne, a sama też dążę do kontroli ; nad sobą i najbliższym otoczeniem. Często uciekam w monotonię, tak mi chyba najłatwiej.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że sobie radzisz, że jesteś zmobilizowana.
Trzymaj się cieplutko :*
Na pewno się uda. :)
OdpowiedzUsuń