Leży przede mną. Dziewięćdziesiąt gramów gorzkiej czekolady.
Chociaż nie, mniej. Część już w moim żołądku.
Polirycynooleinian poliglicerolu. Cudowna nazwa.
Cukier, biała śmierć. Miazga kakaowa min. 70%.
W 100 gramach produktu - 490 kcal. Ponad połowa mojego dnia.
Cztery kostki: 118 kcal, 7,9g tłuszczu, 7,9g węglowodanów, 2g białka.
Cudowny smak, kostka za kostką rozpływa się w ustach.
Sielanka nie trwa długo - wkrótce znika całe opakowanie.
Pojawia się ból brzucha. Pojawiają się gorzkie wyrzuty sumienia.
A mogłam ją wyrzucić. Mogłam oddać. Poczęstować.
Nie wrzucać w siebie na raz i potem nie pamiętać smaku.
Czekolada. Uzależnienie.
Dajcie mi więcej, bo oszaleję.
niedziela, 4 września 2016
sobota, 27 sierpnia 2016
Prawda
Czytam wszystkie Wasze komentarze i jestem za nie cholernie wdzięczna.
I wiecie co? Macie rację. Mówicie prawdę.
Nie powinnam skupiać się na jedzeniu. Powinnam żyć.
Nie powinnam planować. Bo nie potrafię tego opanować.
Powinnam robić to, co sprawia mi przyjemność.
Powinnam skupić się na tym, co mnie wzmacnia. Co daje mi radość.
Ale wiecie co?
Źle się czuję, kiedy nie planuję posiłków. Źle się czuję, kiedy nie mam planu, kiedy w każdej chwili bez wyrzutów sumienia mogę podejść do lodówki i zacząć wpierdalać. Nie, nie jeść. Wpierdalać. Tu kawałek serka żółtego, tu kawałek szyneczki albo kiełbaski (już jakiś czas temu przestałam jeść te produkty), tutaj troszkę masła czekoladowego na łyżeczkę. I do buzi. Mniam, mniam.
Bo i tak jestem gruba. Bo i tak od jednego posiłku nie przytyję.
Bo to tylko ociupinka, jeden plasterek, mały kawałek, jedna łyżeczka.
Przecież to niewiele, prawda?
Co z tego, że jeden mały kawałeczek zamienia się w dziesięć małych kawałeczków?
Przecież mały kawałeczek jest... mały. Niewielki. Nic mi się nie stanie.
Nawet jeśli powtórzę to dziesięciokrotnie.
A plan... Plan pozwala mi jakoś nad tym zapanować. Ale macie rację, mówicie prawdę.
Wiecie co? Spróbuję jeszcze raz. Inaczej. Postaram się być elastyczna.
Dziękuję Wam za Wasze wszystkie słowa. Ostre, ale prawdziwe.
Dziękuję Wam, że tu jesteście.
środa, 24 sierpnia 2016
Ruina
Nie znoszę, kiedy moje plany ulegają w gruzach. Choć wiem, że jest to nieuniknione.
Po raz kolejny ułożyłam sobie plan, jadłospis na calutki dzień, łącznie z godzinami. Wczoraj zawinił ojciec, który kupił inny produkt niż ten, o który go prosiłam. Dziś zawiniłam ja. Obudziłam się sporo później niż planowałam. Musiałam ominąć śniadanie i rozpocząć dzień od drugiego. Moje plany zmienił również fakt popołudniowego wyjścia z domu.
Mój plan stał się ruiną. W jego gruzy wkradł się chaos.
Nie do zaakceptowania.
Jutro kolejny poranek. Kolejne południe. Kolejne popołudnie i wieczór.
Czas na naprawienie tego, co dzisiaj nie wyszło. Czas na kolejną próbę.
Mam nadzieję, że będzie to próba udana. Poradzę sobie, dam radę.
Ten blog nie miał być o jedzeniu. A jest, przepraszam.
Co mam jednak poradzić, kiedy odżywianie się znowu zajmuje znaczną część moich myśli? Co mam poradzić, kiedy znowu usilnie próbuję utrzymać w ryzach swój organizm, z góry nakazując mu jeść lub nie jeść o danych godzinach? Co mam poradzić na to, że znowu wpadam w obsesję?
Przynajmniej się nie głodzę.
wtorek, 23 sierpnia 2016
Kontrola
Moje życie zawsze było swego rodzaju chaosem.
Planowałam, ale nie trzymałam się planów. Robiłam wszystko spontanicznie.
Byłam z tym szczęśliwa. No właśnie - byłam, coś się zmieniło.
Pragnę stabilizacji, pragnę uporządkowania, pragnę pozbycia się chaosu. Pragnę kontroli. Planuję i za wszelką cenę staram się dotrzymywać planów. Na razie zatrzymałam się na rozpisywaniu jadłospisu i ćwiczeń na kolejny dzień. Później, wraz z początkiem roku szkolnego i klasy maturalnej, przyjdzie czas na planowanie nauki (podejście xx).
Zaplanowałam sobie sześć posiłków.
Śniadanie, drugie śniadanie, lunch, obiad, podwieczorek, kolacja.
Na razie wywiązałam się z czterech z nich, podwieczorek odpuściłam ze względu na podjadanie (tak, wciąż nie mogę sobie z nim całkowicie poradzić), za jakiś czas zjem kolację. Przyznaję, generalnie jestem zadowolona. Poszłam też na jogging, który również został zaplanowany. Świetnie. Jeszcze tylko rozciąganie i będzie cud, miód i malina.
Na jutro też zaplanuję posiłki. Też będę się trzymać planu.
Dam radę. Jeśli to ma przynieść mi spokój.
Jeśli to ma mi przynieść wymarzoną sylwetkę.
Dam radę.
Kontrolować się, całkowicie, ale bez przesady.
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Huśtawka
Kto mnie czytał, ten mnie rozpozna. Kto nie czytał - może poznać.
Osiemnastolatka, teoretycznie dorosła, choć wciąż tkwi w niej dziecko.
Zagubiona w świecie nastolatka, ciągle się waha - niczym huśtawka.
Zaplątana w pro-anę, z którą wewnętrznie walczy, choć nie zawsze chce.
Gruba, wciąż pragnąca schudnąć. Momentami pragnąca autodestrukcji.
Posiadająca niezdrowe ideały, których stara się jednak nie propagować.
To ja, a to o mnie - w skrócie.
Jestem jak huśtawka.
Raz w górze, raz na dole.
Emocjonalnie rozbita. Wiecznie niepewna.
Powoli układająca sobie życie na nowo.
Czekająca na moment zatrzymania, stabilizacji.
Uparcie do tego dążąca.
Mam potrzebę pisania, dlatego piszę.
Będzie mi miło, jeśli będziesz to czytać.
Jeśli będziesz śledzić moje poczynania.
Bez ładu i składu.
Wahania.
Zapraszam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)