Czytam wszystkie Wasze komentarze i jestem za nie cholernie wdzięczna.
I wiecie co? Macie rację. Mówicie prawdę.
Nie powinnam skupiać się na jedzeniu. Powinnam żyć.
Nie powinnam planować. Bo nie potrafię tego opanować.
Powinnam robić to, co sprawia mi przyjemność.
Powinnam skupić się na tym, co mnie wzmacnia. Co daje mi radość.
Ale wiecie co?
Źle się czuję, kiedy nie planuję posiłków. Źle się czuję, kiedy nie mam planu, kiedy w każdej chwili bez wyrzutów sumienia mogę podejść do lodówki i zacząć wpierdalać. Nie, nie jeść. Wpierdalać. Tu kawałek serka żółtego, tu kawałek szyneczki albo kiełbaski (już jakiś czas temu przestałam jeść te produkty), tutaj troszkę masła czekoladowego na łyżeczkę. I do buzi. Mniam, mniam.
Bo i tak jestem gruba. Bo i tak od jednego posiłku nie przytyję.
Bo to tylko ociupinka, jeden plasterek, mały kawałek, jedna łyżeczka.
Przecież to niewiele, prawda?
Co z tego, że jeden mały kawałeczek zamienia się w dziesięć małych kawałeczków?
Przecież mały kawałeczek jest... mały. Niewielki. Nic mi się nie stanie.
Nawet jeśli powtórzę to dziesięciokrotnie.
A plan... Plan pozwala mi jakoś nad tym zapanować. Ale macie rację, mówicie prawdę.
Wiecie co? Spróbuję jeszcze raz. Inaczej. Postaram się być elastyczna.
Dziękuję Wam za Wasze wszystkie słowa. Ostre, ale prawdziwe.
Dziękuję Wam, że tu jesteście.